Menu Zamknij

Januszek

Cola

A to było tak.

Ejnar choć jednokotowo to zrobił porządną rewolucję w naszym światku. No takich rzeczy to myśmy tu jeszcze nie mieli. Jeden mały srajdek a przewrócił do góry nogami cały nasz uporządkowany kotoświat. Trochę trwało, zanim jakośmy się ogarnęli i jakośmy się nauczyli tego puchatego smarkacza, za to smarkacz nic sobie nie robiąc z tej rewolucji podbił nasze serca co do ostatniego strzępka mięśnia sercowego.

Rozpieszczony jak dziadowski bicz, uroczy i rozkoszny tak, że aż skali brakło, by zmierzyć poziom zachwytu i stopień mięknięcia kolan na jego widok. No i całkiem zatraciły się nasze zapędy wychowawcze. Młody robił, co chciał, z kim chciał i kiedy chciał. Koteczek tornado, koteczek tajfun, koteczek bez respektu dla starszyzny, odważny jak szwagier po kilku flaszkach samogonu. Nawet wyjątkowo opanowana i wyrozumiała Kaśka niekiedy reagowała lekkim drganiem powieki i ogona na widok dokonań sralucha. I tak sobie rosło toto nasze puchate maleństwo pośród naszych nieustannych zachwytów…aż tu nagle…całkiem sporym kocięciem się stawszy nic ze swych dziecięcych zachowań nie utemperował. Już wiadomo, czemuż to Ejnar Januszkiem został nazwany?

No i jak to z Januszkami często bywa (stop: otóż moi mili to imię wcale nie na cześć naszej narodowej januszowatości a jedynie wspomnienie pewnego filmu…tak na wszelki wypadek wyjaśniamy, żeby nie dawać pola do dziwnych interpretacji) bez swej mamy obyć się nie potrafią. Z daleka to takie wirażki, takie figo-fago, ale tylko wtedy, jak matka gdzieś w pobliżu czujnym okiem łypie..wtedy tak, ooo tak można rumakować. Ale jak matka z oczu znika, z szaf wychodzą potwory a cały świat jakiś taki nieprzyjazny jest, horrorowaty i psychodeliczny zarazem…żeby nie przedłużać informujemy, że kiedy srajdek w wiek słuszny wkroczył gotów był do zmiany adresu (i przynajmniej metrykalnie) to się zaczęły schody…bez mamy nie jadę! Nie jadę i już!!!Tupnął łapką, rozwrzeszczał się wniebogłosy, zrzucił najulubieńszy kubek, jeszcze z babcinego posagu oraz odmówił przyjmowania pokarmów stałych. Melancholia i niepokojąca obojętność na widok przysmaczków oraz zabawek. No niedobrze. Cóż było robić…się matka spakowała szybciutko, buzi synkowi dała, przytuliła i zapewniła, ze syneczka swego nie opuści. Jak powiedziała, tak zrobiła.

Nasz Januszek i jego mama Cola zamieszkali w nowym, cudownym domku z jeszcze cudowniejszymi nowymi ludźmi i zwierzakami, też fajnymi. A domek trudno było wybrać, oj trudno-ten najlepszy z najlepszych a i jeszcze daleko żeby był, coby koteczka szybką paczką zwrotną nie nadali, jak by się młody zadomowiwszy w pełnej krasie pokazał. Bo Ejnar to w wersji demo bardzo ułożony i spokojny, a jak tylko potencjalny domek zamknął za sobą drzwi od drugiej strony to….echh…no dobra, nie będziemy ściemniać…cieżko nam było rodzyneczka pożegnać.

Nowy domek donosi, że Ejnar Januszek broi jakby mniej ale nadal z wdziękiem, Cola też zadowolona. A my…cóż, tęsknimy bardzo ale i też szczęśliwi jesteśmy, że nasze oczko w głowie i nasza ukochana Cola znaleźli swoje nowe miejsce na ziemii.

Pani Joanno i Adamie – dziękujemy Wam za miłość i troskę jaką otaczacie nasze (teraz już Wasze) skarby.

Cola
Cola